Przedwiośnie to dobry pretekst do zabaw sensorycznych
Przełom lutego i marca ma w sobie coś wyjątkowego. Z jednej strony wciąż czujemy chłód zimy, z drugiej coraz częściej pojawiają się kałuże, mokra ziemia, pierwsze pąki i wiatr pachnący zmianą. To właśnie ten czas jest idealny na zabawy sensoryczne, bo przedwiośnie „podsuwa” dzieciom bogactwo naturalnych bodźców. Warto więc wiedzieć, że działania angażujące dotyk, ruch, równowagę i kontakt z naturą wspierają m.in. motorykę, koncentrację, planowanie ruchu i samoregulację, a także sprzyjają dobrostanowi dziecka.
Zabawy sensoryczne a terapia
Zacznijmy od początku, czyli rozróżnienia dwóch pojęć, które w praktyce często bywają mylone. Czym innym są codzienne „zabawy sensoryczne” (lepienie, przesypywanie, zabawy wodą, masami plastycznymi, tory ruchowe, eksploracja materiałów naturalnych), a czym innym specjalistyczne oddziaływania terapeutyczne oparte o integrację sensoryczną, w tym podejście Ayres Sensory Integration (ASI) prowadzone przez odpowiednio przygotowanych terapeutów. W przypadku zwykłych zabaw sensorycznych ich sens polega przede wszystkim na tym, że są rozwojowo naturalnym sposobem uczenia się dzieci w wieku przedszkolnym. Każdy rodzic wie, że dzieci poznają świat poprzez dotyk i ruch, a przy okazji bardzo intensywnie ćwiczą konkretne umiejętności, takie jak precyzja dłoni, koordynacja obu rąk, kontrola siły nacisku, planowanie ruchu i równowagę.
Jeśli natomiast pytamy o dowody naukowe wprost, to najnowsze przeglądy badań pokazują, że tzw. sensory-based interventions (SBI), czyli sensoryczne strategie stosowane w codziennych sytuacjach (np. określone rodzaje bodźców dotykowych lub proprioceptywnych, modyfikacje sposobu siedzenia, działania obejmujące kilka modalności naraz), mają zróżnicowaną bazę dowodową. W systematycznym przeglądzie z 2025 r. najsilniejsze wsparcie uzyskały m.in. głęboki ucisk (deep pressure) oraz szkolenie opiekunów w stosowaniu strategii sensorycznych, natomiast np. „alternatywne siedziska” nie wykazały poprawy uwagi, a podejścia angażujące wiele układów zmysłowych miały umiarkowanie lepsze wyniki niż te ograniczone do jednego–dwóch systemów. Innymi słowy, z perspektywy faktów część „sensorycznych” praktyk może pomagać dziecku przede wszystkim w tym, by łatwiej było mu wejść w aktywność i w niej uczestniczyć (regulacja pobudzenia i gotowości do działania), ale nie każda popularna metoda ma takie samo potwierdzenie w badaniach.
Najmocniejsze dowody dotyczą jednak nie dowolnych „zajęć sensorycznych”, tylko ustrukturyzowanej terapii ASI prowadzonej z zachowaniem określonych standardów (tzw. fidelity). Systematyczny przegląd badań randomizowanych z 2025 r. wykazał, że ASI wspiera dzieci autystyczne w realizacji indywidualnych celów funkcjonalnych. To istotne, bo pokazuje, że „integracja sensoryczna” ma sens kliniczny, kiedy mówimy o konkretnym, dobrze zdefiniowanym podejściu terapeutycznym, a nie o dowolnych aktywnościach „sensorycznych” wrzuconych do jednego worka.
Warto jednak wiedzieć, że specjaliści terapii sensorycznych podkreślają potrzebę ostrożności w obietnicach, które niejednokrotnie są przekazywane rodzicom. Amerykańska Akademia Pediatrii zwraca uwagę, że terapie określane jako „sensoryczne” mogą być akceptowalnym elementem szerszego planu wsparcia, ale rodzice powinni wiedzieć, że ilość i jakość badań bywa ograniczona i niejednoznaczna, dlatego zaleca się stawianie mierzalnych celów i monitorowanie, czy dane działania faktycznie pomagają konkretnemu dziecku w codziennym funkcjonowaniu. To podejście jest bardzo praktyczne gdyż uświadamia nam, że zamiast pytać „czy sensoryka działa?”, lepiej pytać „czy ta konkretna aktywność pomaga mojemu dziecku łatwiej się wyciszyć, dłużej skupić, lepiej tolerować mycie rąk, sprawniej rysować i wycinać, pewniej poruszać się na placu zabaw?”.
Duża część najlepszych, najbezpieczniejszych i najbardziej „naturalnych” doświadczeń sensorycznych dzieje się na zewnątrz, w kontakcie z przyrodą. Przeglądy badań nad zabawą w środowiskach przyrodniczych w edukacji wczesnej opisują pozytywne związki takiej zabawy z rozwojem dzieci (m.in. jakością zabawy i różnymi obszarami funkcjonowania), a to dobrze wspiera ideę „sensoryki” realizowanej poprzez eksplorację natury, ruch, błoto, wodę, patyki, kamienie i wiatr.
Warto więc pamiętać, że zabawy sensoryczne są zasadne jako codzienny, rozwojowo adekwatny sposób wspierania przedszkolaka, bo dostarczają mu okazji do ćwiczenia realnych umiejętności w działaniu i mogą pomagać w regulacji pobudzenia oraz uczestnictwie w aktywnościach. Jednocześnie nie warto traktować ich jako „terapii na wszystko”.
Poniżej przedstawiamy pięć propozycji zabaw na przedwiośnie - trzy, które łatwo zorganizować w domu, oraz dwie do wykorzystania na spacerze, w ogrodzie lub na placu zabaw. Każda z nich jest prosta, sezonowa i „elastyczna”. Pamiętajcie też, że możecie je skracać, wydłużać i dowolnie zamieniać dopasowując do wieku i zainteresowań Waszego dziecka.
Domowa „Skrzynka przedwiośnia”
Wystarczy pojemnik lub duża miska, trochę ziemi (może być też torf kokosowy), garść kamyków, kilka patyczków i nasiona np. rzeżucha, owies albo inna szybko kiełkująca roślina. Dziecko wsypuje ziemię, ugniata ją dłońmi, robi dołki, przesypuje palcami, a potem „sieje” nasionka i spryskuje wszystko wodą. To zabawa, która potrafi wciągnąć na długo, bo w kolejnych dniach dziecko będzie zaangażowane w opiekę nad nasionkami, a później zielonymi kiełkami. Choć wydaje się, że jest to błaha zabawa to sensorycznie dzieje się tu całkiem dużo. Dziecko uczy się dozować nacisk, ćwiczy chwyt, precyzję i koordynację obu rąk. Z perspektywy rozwoju przedszkolnego to świetny trening motoryki małej oraz cierpliwości i sprawczości. Dziecko widzi, że jego działanie przynosi efekt, a to buduje motywację, a nawet wiarę w siebie.
„Topniejące skarby”
Ta aktywność zaczyna się… dzień wcześniej. Do foremki na kostki lodu albo małego pojemnika wkładamy drobne „skarby” (mogą to być małe figurki, większe koraliki, guziki lub papierowe elementy wiosenne np. wycięte kwiatki) i zalewamy wodą. Kiedy wszystko zamarznie, przenosimy lód do miski. Dziecko dostaje sól, łyżeczkę oraz pipetę/strzykawkę z ciepłą wodą. I wówczas zaczyna się zabawa w „akcję ratunkową” pod hasłem „Uwolnij oznaki wiosny spod lodu!”.
To zabawa łączy ze sobą zachwyt, eksperymentowanie i bardzo subtelną pracę dłoni. Sól tworzy w lodzie kanaliki, ciepła woda przyspiesza topnienie, a dziecko obserwuje zmiany i uczy się zależności przyczynowo-skutkowych w najprostszej, przedszkolnej wersji. Jednocześnie doświadcza różnic temperatur, śliskości, twardości i mokrości, czyli całej palety wrażeń dotykowych, typowych dla przedwiośnia.
Wiosenny tor przeszkód
W domu łatwo stworzyć przedwiosenną opowieść ruchową. Z koca robimy „kry”, z poduszek „kamienie”, z krzeseł „gałęzie”, pod którymi trzeba się przeczołgać. Na końcu ustawiamy koszyk, czyli nasze „gniazdo”. Zadaniem dziecka jest przejść tor i dostarczyć do gniazda „jajko” (piłeczkę lub zwiniętą skarpetę) bez upuszczenia. Raz niesiemy je w dłoniach, innym razem na łyżce, a dla starszaków na tacy lub na głowie.
Taki tor to więcej niż zabawa gdyż dziecko ćwiczy równowagę, koordynację, planowanie ruchu i orientację w przestrzeni. Do tego dochodzi czucie głębokie (propriocepcja) gdy dziecko skacze, czołga się, przenosi przedmiot, mocniej „czuje” swoje ciało. Wiele dzieci po takich aktywnościach łatwiej się wycisza i skupia, bo intensywny, dobrze dobrany ruch pomaga regulować napięcie.
Polowanie na faktury przedwiośnia
Podczas spaceru wystarczy zwolnić tempo i zamienić go na poszukiwanie skarbów. Dziecko dotyka kory drzewa, głaszcze mech, porównuje mokre liście z suchą trawą, dotyka gładkich kamieni i chropowatych patyków. Można wprowadzić proste zadania do wykonania: „znajdź coś miękkiego”, „znajdź coś zimnego”, „znajdź coś, co drapie”. Starsze przedszkolaki lubią też robić frotaż. Jest to prosta zabawa, która polega na przykładaniu kartek papieru do różnych przedmiotów np. kory, kamieni itp. i zakreślania jej ołówkiem lub kredkami w taki sposób, aby powstał „odcisk”.
To aktywność, która uczy uważności na bodźce i rozwija język opisowy. Dziecko nie tylko doświadcza, ale też nazywa wrażenia takiej jak: gładkie, śliskie, szorstkie, mokre itd.. Kontakt z naturą, zwłaszcza w formie spokojnej eksploracji, jest również wiązany w badaniach z korzyściami dla uwagi i funkcjonowania poznawczego. Przedwiośnie sprzyja temu szczególnie, bo środowisko „zmienia się z dnia na dzień”, więc dzieci mają wrażenie, że codziennie odkrywają coś nowego.
Budujemy gniazdko
Przedwiośnie to czas, gdy bardzo łatwo znaleźć podczas spaceru piórka ptaków, suche trawy i różne patyki. Wykorzystajmy to w zabawie konstrukcyjnej, podczas której dziecko stworzy gniazdo na wzór tych, które tworzą ptaki. W pierwszej kolejności trzeba zebrać materiały budowlane np. suche trawy, patyczki, liście, piórka, kawałki mchu. To właśnie z nich dziecko powinno stworzyć konstrukcję gniazda i odpowiednio je uszczelnić albo ozdobić w zależności od tego jaką macie wizję na waszą budowlę. Na koniec możecie zrobić „test”: czy gniazdo utrzyma „jajko” wkładając do niego przedmioty o różnej wadze np. szyszkę, kamyk albo jakąś zabawkę.
To zabawa łączy sensorykę z myśleniem konstrukcyjnym. Dziecko planuje, próbuje, poprawia, uczy się wytrwałości. Co więcej, zadania takie wzmacniają motorykę małą i koordynację, a jednocześnie budują kompetencje poznawcze gdyż dziecko tworzy projekt, testuje go i modyfikuje. I znów przedwiośnie jest tutaj idealnym tłem, bo „gniazdo” pięknie wpisuje się w temat budzącej się przyrody. A przy okazji można podejrzeć jak wyglądają różne gniazda ptaków, które wciąż doskonale są widoczne w koronach drzew nieposiadających ulistnienia.
Małe wskazówki organizacyjne
Pamiętajcie, że w zabawach sensorycznych najważniejsze są dwie rzeczy - bezpieczeństwo i swoboda. Warto mieć pod ręką chusteczki/ściereczkę i pamiętać o myciu rąk po zabawach z ziemią czy wodą. Jeśli dziecko nie lubi brudzić dłoni, zaczynamy od patyczka, łyżeczki, rękawiczek albo krótszych „dawek” z czasem większość dzieci oswaja się z nowymi fakturami. Pozwólcie się dziecku ubrudzić i czuć pełnię radości z obcowania z przyrodą.
